Nr 10 (2017)

Czy to my dotykamy historii, czy raczej ona nas dotyka (a wtedy już nic nie jest takie, jak było wcześniej)? W spokojnych czasach, to znaczy takich, w których nie dzieje się nic, co zmieniłoby nasz sposób życia, bezpośredni czy nawet zmysłowy kontakt z przeszłością (i jej okropnościami), jest realizowany w ramach bezpiecznej przygody edukacyjnej. Na przykład takiej: „każdy mógł wziąć broń do ręki lub poczuć się jak telegrafista przy polowym nadajniku. Umożliwiła to Grupa Rekonstrukcji Historycznych im. Wojciecha Lisa «Mściciel» z Mielca”. To dzisiaj. W epoce Schulza podobne atrakcje zapewniała Liga Obrony Powietrznej i Przeciwgazowej – masowa organizacja paramilitarna, zrzeszająca miliony członków (w tym też prawdopodobnie samego Schulza). Schulz nie żył w „spokojnych czasach”. A mimo to w jego legendzie i w jego biografiach historia pojawia się z całą siłą tylko raz, pod postacią Holokaustu, którego stał się ofiarą. Całe wcześniejsze dzieje pisarza są na ogół przedstawiane jako względnie spokojne bytowanie w sennym i prowincjonalnym miasteczku, o którym zapomniała historia. Nic bardziej fałszywego. Schulz na własnej skórze doświadczył wiele z tego, co miał do zaoferowania człowiekowi niepiękny XX wiek. Wielokrotnie był przez historię „dotykany” – szturchany, nękany, wypędzany, napastowany, dręczony, aż w końcu zgładzony na ulicy spokojnego miasta Drohobycza.

Opublikowane: 2017-09-04

Pełny numer