Urodzić się w Jeziorach? Albo w Małoszycach? Jakie to może mieć znaczenie? Dla Witkacego i Gombrowicza – żadnego. A co z Drohobyczem Schulza? Pisarz miał (nie)szczęście urodzić się i żyć właśnie tam. To średniej wielkości miasto w Galicji końca XIX wieku, satelitarne wobec stołecznego Lwowa, stało się podszewką jego biografii. Nie sposób dzisiaj myśleć o Schulzu poza Drohobyczem. W innych miastach, w których się pojawia: w Wiedniu, w Marienbadzie, Kudowie czy Zakopanem, w Warszawie i Paryżu, jest uchodźcą, kuracjuszem, gościem lub turystą – więc zawsze kimś obcym. I czuje się obco. Tak też postrzegają go współcześni. Po części winien jest temu sam Schulz. Byłoby może inaczej, gdyby tak często w listach (ale też pewnie w bezpośrednich kontaktach) nie deklarował, że nie potrafi żyć i tworzyć poza swoim rodzinnym miastem. Ale oświadczenia samego pisarza jedynie mogły ośmielać innych do tworzenia stereotypu „skromnego nauczyciela z małego miasteczka”, piewcy prowincjonalności, którego proza w pełni realizuje program grupy literackiej „Przedmieście”. Resztę zrobiły panujące schematy, według których porządkowano i wartościowano mapę świata. Schulz jednak stawia na głowie istniejące w świecie podziały i napięcia. Centrum świata – dzięki pisaniu – przemieszcza do rodzinnego miasteczka. I dzięki temu Drohobycz staje się stolicą XX wieku? Tak, każdy Drohobycz.

Opublikowane: 2018-12-03

Pełny numer